wtorek, 3 lutego 2015

Postyczniowane.


Stycznia nie ma, jestem ja.

To ja. I śnieżek. Prawdziwy.

Podczas gorących miesięcy budzi się we mnie coś na kształt wyrzutów sumienia, że na dworze słońce, trawa i w ogóle imperatyw zjednoczenia się z naturą, więc wstyd i hańba siedzieć w domu. Teraz rozgrzeszam się całkowicie - czynię maratony z jednym reżyserem, bo można porównywać i być dumnym z wniosków, chłonę nowinki literackie (zawsze z kilkumiesięcznym opóźnieniem, trend mój taki osobisty), dobraną do potrzeb muzykę i absolutny mus - jedzenie.

No bo jak to tak, że bez jedzenia.

Zacznijmy jednak od natury.

Spadł. Leży.

 No i co zrobisz? Zdjęcie zrobisz.

Biało wszędzie, jasno wszędzie.

Wyglądam jak zza krzaka.

Natura zachwyciła, możemy przejść już do kwestii przyziemnych.

Proszsz, fafa żyrafa na nietalerzu: dynia, chyba karczoch i kasztany; ku ozdobie musztarda i sól. Niby cudownie, ale wcale nie jest dobrze (cytując Edytę Bartosiewicz) w moim śnie - takie ło, powiem szczerze, to w smaku było. Veg Deli ma wystrój przyjemny, herbaty bardzo dobre, ale chyba nie trafiliśmy na ich szczyt możliwości kulinarnych. Albo się czepiam :)
Czasem lubię sobie wypić kwiatki. Tak po prostu.

W styczniu twardo udało mi się znaleźć czas na spotkania z kategorii towarzyskich. Przy jedzeniu, naturalnie.

W kwartecie - z Olą i Mateuszem - jedliśmy zupy. Prosto ze słoików. A jak się głębiej zastanowię, to już był luty. 

Moja ulubiona pijalnia czekolady Wedla to ta na Szpitalnej w Warszawie. Wysokie, eleganckie wnętrza i przemiła pani, która dokładnie wyjasniła nam, jak najlepiej przeprowadzić degustację. Z wrażenia wzięliśmy jeszcze pralinki. 

A kiedy niezbyt mam ochotę na wielkomiejskie przygody, idę do lasu. Zauważmy, że nie ma teraz kleszczy, co niewątpliwie podnosi jego atrakcyjność.


O. Tam cuś wisi.
No, to witaj, luty.

4 komentarze:

  1. Piekne zimowe zdjęcia;)!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Piekne to wszystko :* / Twoja towarzyszka testowania zupy w sloiku :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudnie wyszłaś na tych zdjęciach! Myślę, że mogłabyś dorabiać jako fotomodelka ;) A i jedzenie wyszło całkiem nieźle ;) Chociaż faktycznie bywa tak, że to co wygląda ładnie na talerzu, to niekoniecznie nam smakuje... Może następnym razem będzie lepiej! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale mi brakowało Twoich postów...jak Cię czytam to czuję takie pokrewieństwo duszy z Tobą;D
    U nas też trochę spadło i jeszcze leży. Ale już resztki:)
    Żarcie, żarcie, jedna z najlepszych rzeczy w życiu. Kraina smaków i kraina dźwięków to moje ulubione krainy. Świat byłby bez tego nieciekawy:)

    OdpowiedzUsuń