wtorek, 6 stycznia 2015

Ja pierniczę.


Wieść gminna niesie, że najlepsze wyjazdy to te spontaniczne. Takiż własnie był ten do Torunia, w każdym razie z grubsza.

Czy warto? Pewnie, że warto. Jestem tu po raz czwarty i za każdym razem wpadam w szczery zachwyt, nawet robiąc ente już okrążenie między gotyckimi budowlami Starego Miasta. Ponieważ to mój pierwszy pobyt w okresie zimowym, różnorakie gwiazdki i choinki cieszą mnie jeszcze bardziej.

Cześć!

Poza sezonem nie jest trudno o rezerwację noclegu, nawet - jak my - z dnia na dzień. Ceny też nie są tu drastyczne, nawet jeśli decydujemy się na wycieczkę na bogato, czyli wynajem apartamentu przy samym rynku.

Oczywiście atrakcją numer dwa (zaraz po wspaniałej architekturze) jest duży wybór jadłodajni wszelakich. Do wyboru, do koloru, co kilka metrów możemy kosztować tego, co dusza zapragnie. No, prawie.

Meble mają być ładne, praktyczne i na lata. Ten dodatkowo wygląda na pojemny.

Świeci niczym mój renifer.

Czy mi się tu podoba? Naturalnie, że mi się podoba.

Pierwszym punktem zaczepnym była restauracja U Kucharzy. Rekomendowana jest przez Adama Gesslera, więc spodziewać możemy się dobrej kuchni, przy czym uspokajam - ceny nie krzywdzą (bardzo) mocno. Oprócz dań głównych mamy spory wybór potraw bezmięsnych (pytanie za 107 punktów - co robi wśród nich łosoś? Ot, zagwozdka!), spożyłam więc z radością bliny ziemniaczane z borowikami. Nie ukrywam, że oczywiście chciałam cichaczem narobić zdjęć, ale kiedy pan menadżer sali, pan kelner i pan kucharz przyniesli jednocześnie partie składowe potrawy i umieścili je na moim talerzu, tworząc całkiem zgrabną kompozycję, stwierdziłam przytomnie, że nie, gdyż kicha byłaby to straszna. 

Komiksowa seria autorstwa Zbigniewa Lengrena o Profesorze Filutku oraz jego przygarniętym przyjacielu Filusiu (tu w wersji utwardzonej) zdobyła wielu miłośników. Do kompozycji dodałam siebie.

Świeci, błyszczy i raduje.

Akurat dzieło powyższe oglądałam zaledwie kilka tygodni wcześniej, więc i radość większa z odkrycia.

Trzeba być rasowym turpistą, żeby się nie podobało!

Nie miałam natomiast dylematów fotograficznych z rekomendowaną przez Gastronautów kawiarenką Róże i Zen. Pani kelnerka poradziła sobie dzielnie z moją prośbą o sklecenie mi herbaty zimowej, przynosząc wersję korzenną napoju i osobno dodatki. Knajpka kameralna, cicha, z kojącą muzyką, oświetlona blaskiem świecy to naprawdę dobry pomysł na delektowanie się spokojem i aromatem naparów. I nie, to nie jest wina pań kelnerek, że ich lokal został wybrany na docelowe miejsce dla głośnej pani, jej partnera i ich bardzo małoletniego potomka. Pani zażądała donośnie włączenia świateł, ponieważ jest tu z dzieckiem i chcą wszystko dokładnie widzieć. Nie wiem, nie rozumiem, nie znam się, dopiliśmy więc i szybko wyszliśmy, aby ukojenie nasze trwało niezmącone.

A tu w kawiarence Róże i Zen. Ja (włos rozwiany, gdyż wicher hula) podczas procesu badawczego menu.

Moje herbaciane „Zrób to sama”: herbatka, cytrusy, goździki i cynamon. W tle niemalże dietetyczna kawa.

Witam serdecznie, pragnę zauważyć, iż coś pani wypada.

Reklama dźwignią handlu.

Ten pan nie haruje jak dziki osioł, stoi sobie, a ja cichutko przycupnęłam.

W oczekiwaniu na zielone światło zostały uwiecznione sopelki. Obok ulica Wały generała Sikorskiego, o której wymyśliłam dowcip. Jest on niestety zbyt żenujący, aby go powtórzyć, ale mnie rozbawił.

Dużą atrakcją był dla mnie również pan muzyk, których co prawda w Toruniu nie brakuje, jednak ten był niezwykły na swój sposób - stojący na zimnie artysta z dredami niemalże do pasa wygrywał na kontrabasie (albo instrumencie podobnym, nie znam się skrajnie, przyjmijmy więc, że było, jak mówię) aranżacje piosenek Rolling Stonesów, White Stripes, Joy Division i z pewnością wielu innych. Do tego gwizdał melodię, co cieszyło mnie niezmiernie i dzięki czemu nasza trasa wycieczkowa przebiegała koło pana kilkukrotnie.

Toruniu, jesteś taki zabawny! Tak naprawdę wciąż śmieję się z żartu o wałach generała Sikorskiego.

Dyrektor kreatywny miał ręce pełne roboty.

Witaj smoku w nowym roku.
I attenzione - zwieńczenie wieczoru, radość nad radościami, czyli najlepsza restauracja sushi w jakiej mieliśmy okazję być. Z pewnością nie przypadnie do gustu tym, którzy poszukują cichego miejsca na randkę - Dom Sushi to przede wszystkim bar, na środku którego stoją i dzielnie pracują sushi masterzy. Kroją, zawijają i serwują błyskawicznie. Obserwowanie ich działań to radość sama w sobie, a fakt, że są mocno komunikatywni i doradzają w wyborze, cieszy podwójnie. Pan podpytuje o preferencje i wspólnie ustalamy, co ma być na kolejnym talerzyku. Sądzę, że zarówno początkujący sushiżercy, jak i zaawansowani wyjadacze będą zadowoleni. Ja zjadłam po raz pierwszy nigiri z maślaną oraz sushi zawinięte w omlet z jaj przepiórczych, połączyłam to dodatkowo z ostrymi przyprawami. Czasem dookoła baru puszczane są łódeczki ze smakołykami, my trafiliśmy na opcję bezłódeczkową, która wzbudziła we mnie jednak masę radości. Decydując się na tego typu ucztę, trzeba liczyć się niestety z kosztami, które towarzyszą japońskim specjałom, jednak uważam, że warto. O.

A tu ukradkiem zrobiłam zdjęcie w Domu Sushi. Mniam, mniam.

Ciąg dalszy mniam mniam.

Koniec trylogii mniam mniam.

Jest Mikołaj, jest i choinka.

Oczywistym zwieńczeniem wycieczki był zakup pierników z fabryki Kopernik. Polecam z całego mojego pojemnego serca Toruń, bo jest pięknie. A my lubimy, jak jest pięknie, prawda?

Wyszłam na taras i wracam zaraz. Tylko się pozachwycam pełnią nad Toruniem.

7 komentarzy:

  1. Ale czadowa wycieczka! W Toruniu nie byłam, ale Twoja relacja zachęca, żeby się wybrać;D hmmm...ciekawi mnie kawał o ulicy Wały generała Sikorskiego...na pewno nie powiesz??;D
    Cholera, sama bym się gdzies wybrała ot tak na jeden dzień choć...przydałaby się mała odskocznia od tego szarego blokowiska, w którym przyszło mi spędzić tegoroczną zimę:P
    pozdro 600;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachęcam, zachęcam! Nie musi być to Toruń (dobrze by jednak było, w końcu go długo opisywałam :D), ale z takiego marazmu i nudy codziennej może wyrwać śmignięcie w siną dal i intensywna działalność na miejscu - daje kopa na długo. Żart kiedyś powiem :D Toruńskie pozdro 700!

      Usuń
  2. Ooo Toruń. Mieszkałam tam przez rok i chociaż starówką bardzo lubię, i jest rzeczywiście piękna, to cała reszta miasta niestety już nie ma prawie nic do zaoferowania... Odwiedziłam jeszcze Toruń parę razy, ale już tylko Stare Miasto. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To rzeczywiście ważne dopowiedzenie - mi zdarzyło się wybyć poza starówkę tylko raz, kilka lat temu, gdy odwiedzałam znajomych, więc rzeczywiście, moje wyobrażenie o samym mieście ogranicza się do tej jednej dzielnicy. Ale tej jednej, jedynej, najpiękniejszej ;) Pozdrawiamy wraz z kotem :)

      Usuń
  3. Dawno nie byłam w Toruniu, ale chyba ostatnim razem nie było tam tego imponujących rozmiarów mebla... Niemniej Toruń to piękne miasto o czym zapomniałam, ale dzięki Tobie sobie o tym przypomniałam ;)

    Ps.: Piękny widok miałaś z tarasu!

    OdpowiedzUsuń