sobota, 6 grudnia 2014

Fotostory c.d.

W dzisiejsze mikołajkowe popołudnie postawię na komunikację wybitnie obrazkową. Poniżej uwieczniam (z grubsza) listopadowo-grudniowe migawki, które bezlitośnie obnażają mój żywot. Zaczynamy.

Nowy superbohater, Kobieta-Mikołaj. Moją supermocą jest dawanie przykładu i dzielenie się swoimi opiniami. Ho-ho-ho, wesołych Świąt.

Kolorowe zupki przełamują szary, bezśnieżny klimat. Po raz pierwszy przybyłam do tegoż lokalu z koleżanką (Katarzyno, pozdrawiam Cię!) i pochłonęłam zupę dyniową, czyli to żółte z tyłu. Tydzień później zaciągnęłam Osobę Towarzyszącą, metodą perswazji wmusiłam w nią znaną mi już potrawę, a sama zjadłam sobie zielone, czyli krem z ogórka kiszonego. Taka to była historia.

A tu taka niespodzianka. Nie jestem z pewnością fanką numer jeden Beatlesów (co innego gorzkiej czekolady Lindt). Temat kiedyś rozwinę, ale zajawię dziś skrótowo - chociaż już nie biegam w glanach i na czarno 24 godziny na dobę, to  bezgraniczna miłość do szeroko pojętej muzyki rockowej pozostała mi na dobre. Od pewnego czasu dokopuję się do źródeł, korzeni i podstaw starego, dobrego rocka. Solidną podwaliną są chłopaki z Liverpoolu, którzy na marginesie swoją karierę rozpoczynali w Hamburgu (Tak, tak, w tym Hamburgu!). Najwidoczniej musiałam dziamdolić o tym w kółko, bo dzisiejszy Mikołaj obdarował mnie taką oto niespodzianką. Cieszę się!

To cudo to Neko, lokator panny Marty L. Dziewczyny we dwie ugościły mnie serdecznie, za co dziękuję. Ponieważ wydałam się temuż oto pięknemu kotełowi zbyt mało praktycznym gościem, uczyniła ze mnie drapak. Wybaczam jej jednak wszystko, ponieważ jest niebywale piękna.
Radosne połączenie kot-własciciel. Zaiste pięknie.
Cztery kilo poobijanych, ale jakże smacznych mandarynek przybyło dziś do mnie, uwieczniłam więc tę wiekopomną chwilę.
A to powino się znaleźć we wpisie o Lublinie - kawałek Velo Cafe, miejsca, w którym przebywam nader często. Chciałam porobić zdjęcia pod innym kątem, ale wciąż jestem jeszcze na etapie życia, w którym wstydzę się leżeć na podłodze w kawiarni. 
Sądząc po kolorystyce naszych ubiorów w pracy - musiał być to poniedziałek. Dodatkowo, jak widać, piję wodę na bogato, bo aż z sześciu kubeczków.

To tyle niebywale fascynujących zdjęć. Życzę ciepła dużo.

11 komentarzy:

  1. Cudne fotki:D!
    Pozdrawiam,
    Kryptofaka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha :D Oj, chyba nie taki całkiem Anonimowy :D Pozdrawiam również :D

      Usuń
  2. Pasuje Ci ta świąteczna czapa ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne zdjęcia, dziękujemy za odwiedziny - Neko i właścicielka :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Lubię to! Monia :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Fantastyczne!...Wszystko! Zdjecia.Autorka.Wpis i Kocidlo :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Baaardzo dziękuję za wszystkie miłe komentarze :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Fajna spraw (k) a! :) / (Ola K.)

    OdpowiedzUsuń
  8. O bejbe, zakochałam się w Tobie przez to pierwsze zdjęcie :D uroczo Ci w tej czapie i oczy masz przepiękne :) a i koteł też doprawdy... uroczy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaaaaw <3 czekam z niecierpliwością na Walentynki! :D Koteł mnie zmiażdżył swą niebywałą kotełowością ;)

      Usuń