piątek, 14 listopada 2014

Zrób to sama

Ponieważ w przyrodzie musi zaistnieć równowaga, moje umiejętności natury różnej zostały zbilansowane brakiem tychże w dziedzinach manualnych. Już w podstawówce wycięcie koła bez zbędnej kwadratury przerastało mnie na amen. 

Na zajęciach technicznych polegających na przyszyciu guzika (sztuk jeden) w ciągu dwóch godzin lekcyjnych do kawałka szmatki, usiłowałyśmy z moją przyjaciółką salwować się kreatywnością - dokleiłyśmy klejem biurowym dyndające guziki do materiału. Niestety, chytry plan spalił na panewce, ponieważ guziki odpadły. Takie jest życie.

Tak, tak, wycięłam kwadrat i przykleiłam. Inżynier i artysta w jednym, brawo!

Po latach, kiedy położyłam już krzyżyk na jakichkolwiek robótkach ręcznych, okazało się, że wcale nie jest tak źle. Istnieją bowiem cudactwa, które naprawdę, ale to naprawdę można wykonać bez większych umiejętności. Zaświadczam.

No to może zacznijmy od czegoś łatwego (a jakże inaczej) i fajnego - w wielkim świecie nazywa się to scrapbookingiem, po naszemu jest to album ze zdjęciami.

Najpierw musimy zdobyć bazę - brzmi to co prawda jak cytat z jednej z tych gier, gdzie biega się z ciężkim karabinem i wykrzykuje różne bojowe hasła, ale nie na tym rzecz polega. Baza to to, gdzie sobie coś wykleimy. Na Allegro za kilka złotych nabyłam takową ja. Myślę, że zwykły blok techniczny plus dziurkacz i wstążeczka będą równie fajne.


Dokleiłam kilka gwiazdek. I tak wygląda lepiej niż większość dzieł sztuki współczesnej.

W zamierzchłych czasach wywoływanie fotografii było rzeczą normalną, teraz trzeba się pofatygować. Ja więc pofatygowałam się do Empiku po odbiór fotek, które wcześniej zamówiłam z mojego prywatnego, osobistego laptopa. Te same numery robi Rossmann i - niespodzianka - fotograf.

Ponieważ tuż pod pracą wyrósł mi sklep papierniczy, nakupowałam tam pięknych papierów do scrapbookingu, ale naprawdę, zwykłe, kolorowe (na ten przykład do prezentów) też będą świetne. Do tego nabyłam drogą kupna gwiazdki, jakieś wstążeczki (których oczywiście nie wykorzystałam), naklejkę i inne drobiazgi.

Zdjęcie z autostrady oraz bilet z Hamburga. Cóż za symbolika.

Ozdoba z gatunku minimalistycznych. Piękny kontrast dla miliona serduszek na kolejnych stronach.

Wklejanie zdjęć i ozdabianie ich tym, co mamy pod łapką, to już tylko kwestia naszej wyobraźni. Nic to, że krzywo, nic to, że dziwacznie - album jest nasz, więc jest piękny. I tak należy sobie powtarzać. Jeżeli ktoś pragnie podzielić sie swoimi pomysłami z cyklu zrób-to-sam dla opornych, zachęcam. Jeśli nie - trudno, poćwiczę wycinanie kółek.


6 komentarzy:

  1. Uwielbiam Twój styl pisania Niecna Sprawko, świetnie się czyta! Albumik zacny - jest talencior! :D znalazłam niedawno w pudle z pierdołami z dzieciństwa moją robótkę z przedszkola - ależ mnie wzruszenie wezbrało! Moje pierwsze przyszyte guziki! I nie podklejane klejem, ha! :P :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak to nie podklejane klejem? W jaki sposób więc się trzymały :D?

    Dziękuję za miłe słowa i gratuluję talentu- przyszyć guzik już w przedszkolu..hoho! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie nie wiem, jak się trzymały! It's some kind of medżik! :D

      Usuń
  3. Świetne:) Uwielbiam takiego rodzaju albumy. Bardzo fajne zdjęcia i ładnie ozdobione, tak prosto, bez żadnych udziwnień odwracających uwagę od zdjęć:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ubóstwiam ręcznie robione albumy! Kurczę, właściwie z takim albumem można cuda na kiju powyprawiać :). Czuję się zachęcona do stworzenia własnego!

    OdpowiedzUsuń
  5. Cieszę się, że mogłam Was zainspirować ;) Zachęcam i trzymam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń