sobota, 25 października 2014

Rewizyta

Z tego miejsca witam i pozdrawiam serdecznie. Kajam się z powodu dosyć długawej, przyznam, nieobecności na blogu, podczas której zdążyło się wydarzyć dżiliony wręcz sytuacji w życiu mym prywatnym i państwowym. Niemniej dotarłam do dnia dzisiejszego, w którym z radością powracam, kłaniam się i przystępuję do dalszych manewrów opisowych.

Splot zdarzeń natury różnej sprawił, że oprócz innych zmian mieszkam teraz w pobliżu końca świata. Na co dzień docieram stąd do pracy w centrum stolicy, a kiedy chwilowo nie docieram - odpoczywam, korzystając z uroków mieszkania pod miastem. Moje weekendy mają więc w sobie zazwyczaj dużą dozę spokoju, którą jako osoba w wieku ponadnastoletnim doceniam i sobie chwalę. Przestaję chwalić w poniedziałek rano, kiedy przebijam się do busa około 15 minut, ale póki co jest sobota, więc wciąż jestem w fazie chwalenia.


Słoneczko późno dzisiaj wstało.

W okresie letnim wystarczy wyjść na balkon, zapuścić sobie wiadomy utwór Vivaldiego i proszę - mamy rozrywkę jak w oddalonym o miliony kilometrów kinie.

To musiał być weekend.

Kiedy nie korzystam ze stołecznych atrakcji, chłonę sobie naturę. Chłonięcie pomniejszone jest o owady i pajęczaki, wliczając w to kleszcze. Do okolicznych lasów udaję się więc wyłącznie w stroju ochronnym, uwzględniającym modne połączenie skarpet na spodnie oraz przewiązanie nagłownej chusty w stylu retro-wiejskim.

Jako bonusowe obcowanie z naturą założyłam miniatrakcje na balkonie, w skład których wchodzą doniczki iglaków oraz latarenka z Ikei. W okolicach jesieni część roślin trochę jakby umarła, ale latarenka ma się świetnie.


Latarenka z eleganckim efektem. Zdjęcie oczywiście robiłam nie ja.


O proszę, jak w lesie iglastym.

To tyle słowem wstępu. Pozdrawiam ciepło, gdyż przyzimniło solidnie i do zobaczenia bardzo wkrótce :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz