czwartek, 30 października 2014

Go West.

Niecny Kapitan.
Ponieważ solennie obiecałam relacjonować mój żywot, czas na arcyinteresujące fotostory prezentujące migawki z wycieczki do Hamburga.

Z Warszawy, z pieśnią na ustach, ruszyliśmy w stronę pierwszego przystanku, Poznania. Radość moja była przewielka. Znalazłam się, proszę ja Was, w uroczej knajpce Ptasie Radio, której nazwa wspaniale skomponowała się z motywem przewodnim lokalu.


Jestem przeszczęśliwa, bo siedzę w wielkiej klatce. Brzmi nielogicznie, ale to prawda.
                     
Ćwir, ćwir.

Po najbardziej ornitologicznej przygodzie w moim życiu ruszyliśmy autostradą w stronę celu numer jeden. Szczęśliwie dotarliśmy na miejsce, gdzie zostaliśmy przez resztę wyjazdu bardzo, bardzo miło ugoszczeni, za co z tego miejsca serdecznie dziękuję. Podziękowania ślę także i hamburskim kotom, które uprzyjemniały wyjazd w sposób znaczący.
Ponieważ postanowiłam skosztować niemieckich potraw, udaliśmy się na sushi. Ale nie jakieśtam stacjonarne sushi; było prawdziwie mobilne, sunące wokół, do łapania i natychmiastowej konsumpcji. I powodujące powszechną radość.


Kto pierwszy, ten lepszy. Do jakiegokolwiek all-you-can-eat trzeba być prawdziwym twardzielem.
To wcale nie jest tak, że tylko konsumuję. W międzyczasie przecież zmieniam lokale. I tym samym mam czas na powstanie wiekopomnych dzieł sztuki fotograficznej.

Wbrew pozorom nie miało być to zdjęcie z samochodem.



Znowu radość z okazji spotkania sztucznego zwierzątka, czyli owca w wielkim mieście.


Dzielnie pozuję na wietrze.
Ogromną radochę sprawiła mi wizyta w porcie oraz w barwnej i pełnej ciekawych indywiduów dzielnicy St. Pauli. Po zmroku jest trochę strasznawo, ale i kolorowo.

Żyję kolorowo.

W portowym Hard Rock Cafe Pan Niemiec był bardzo zaskoczony prośbą o grzane piwo. Dopytywał trzy razy, czy aby na pewno dobrze zrozumiał zamysł, po czym poszedł skonsultować się z kolegą. Następnie obaj udali się do menadżera. Gremialnie stwierdzili, że o grzańcu nie słyszeli, czemu przyklasnął entuzjastycznie pan ze stolika obok, który zaśmiewał się z pomysłu podania piwa na gorąco. Obsługa była jednak na szóstkę z plusem - na pocieszenie wsadzili butelkę do gorącej wody.


Ciepło-cieplej-najcieplej.

Witajcie w moim porcie, szczury lądowe. 


A to pełnia dyskryminacji - za parkan nie mogą wejść nieletni panowie i wszystkie panie. Ponieważ jestem panie, łypnęłam sobie dyskretnie. Za szybką na parterze budynku siedziała sobie mocno roznegliżowana pani. Wejść dalej nie mogłam, nad czym ubolewam, bo moje zwiedzanie jest niekompletne. Żądam parytetów.

Są i eleganckie lokale.

Choć czuję się trochę bardziej zachodnio, to całkiem polsko i na dodatek mocno zimowo pozdrawiam Was ja.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz