poniedziałek, 21 stycznia 2013

Jak mieć siostrę?

 Jestem zadeklarowaną jedynaczką, toteż brak mi kompleksowej wiedzy na temat bycia siostrą rodzoną. Nic to jednak nie szkodzi, ponieważ mam dwie cudowne kuzynki vel siostry cioteczne z którymi wykonywałam szereg rzeczy dziwnych za młodu. I w sumie tak pozostało.

Iks lat później moja kochana Marta zamiast rzucać ziemniakami  przez balkon, podpisuje ważne dokumenta.

Z Martą wychowywałam się pod jednym dachem przez kilka lat, następnie byłam jej wiecznym gościem weekendowym.  Byłyśmy więc i jesteśmy mocno zżyte. Przy okazji ostatniego nocnego posiedzenia postanowiłyśmy powspominać dawne dzieje, bo to już wiek ku temu odpowiedni.

Podsumujmy więc, w kolejności z grubsza chronologicznej, wspaniałe i mocno twórcze zabawy:

1) Gryzienie się i duszenie. Jakież życie było proste, gdy zamiast uprzejmych słówek i kompromisów człowiek mógł drugiemu po ludzku przyfasolić. Niestety, objawy socjalizacji zwyciężyły nad instynktami pierwotnymi i zaczęłyśmy być trochę bardziej ludzkie, nieco mniej odzwierzęce. Szkoda.

2) Karmienie się mydłem, ziemią, tynkiem, chlorchinaldinem etc. Dzisiejsze trendy w żywieniu zalecają zróżnicowanie pokarmów, co my antycypowałyśmy już około ćwierć wieku temu. Wtórnie jest dziś, powiem Wam.

3) Rzucanie ziemniaków i spinaczy przez balkon. A dodam, że mieszkałyśmy wówczas na 9. piętrze, więc leciało cholerstwo naprawdę długo. Trik znany również gwiazdom rocka w hotelach.

4) Szeroko pojęte przygody. Do dziś się cieszę, że udało się nam dotrwać w jednym kawałku.

5) Klasyczne zabawy . W naszym przypadku był to całodobowy sklep papierniczy, gdzie właścicielki, vide my, mieszkały na pierwszym piętrze. Do dziś się zastanawiam po co komu zeszyt do nut o drugiej w nocy. Dodatkowo rozkładałyśmy różowy domek Barbie i to, moi drodzy, było naprawdę szaleństwo. Nasze dwa blond plastikowe alter ego miały nawet butelki mleka uczynione z opakowań po Lakcidzie. Lakcid zresztą też był smaczny.

6) Gdy zaczęłyśmy wkraczać w durny wiek cielęcy, miałyśmy szereg doskonałych pomysłów. Jednym z nich była zabawa, z której jestem szczególnie dumna, czyli program o autorskiej nazwie "Nocne Złoto". Otóż cichaczem po 22 przejmowałyśmy telefon i dzwoniłyśmy do ludzi z książki telefonicznej, podając się za prowadzące program o wspomnianym tytule na RTL 7. Na fali popularności tego typu show, w zasadzie wszyscy łykali naszą chytrą intrygę. Zawodnik musiał odpowiedzieć tylko na jedno pytanie, żeby wygrać sztabkę złota lub samochód. Najczęściej było to "Jak nazywała się żona Pana Tadeusza?", gdyż niewiele wcześniej taką wiedzę zdobyłyśmy. Niestety, odsetek dobrych odpowiedzi był znikomy, co przyznaję dziś ze smutkiem.

7) Wygrywanie nagród w Radio Lublin. W piątki na RL leciał konkurs, który polegał na odgadnięciu piosenki po jej fragmencie. Dodam, że oprócz widzenia kolorami, zostałam obdarzona kolejnym zbędnym talentem, czyli właśnie szybkim kojarzeniem utworów po malutkim kawałeczku. Dzwoniła jednak Marta a podpowiadałam ja. Audycja chyba nie cieszyła się zbyt szerokim gronem odbiorców, bo udawało się nam dodzwaniać co tydzień. W każdy kolejny poniedziałek Marta dzielnie maszerowała do siedziby RL i z dumą wychodziła z kolejną parasolką czy innym kubkiem.

8) Pamiętam ten szalony piątek, kiedy oczekiwałyśmy na naszą ulubioną audycję. Nie wiem, czy skończyły im się kubki, czy też stwierdzili, że co tydzień ta sama blond dziewuszka żąda od nich gadżetu. Audycja nie nadeszła. Początkowo z niedowierzaniem, potem z rezygnacją słuchałyśmy debaty na wybitnie nieciekawe tematy społeczne. Trzech dostojnych panów rozmawiało i rozmawiało, a nam robiło się coraz smutniej. Myślę, że po pewnym czasie w studio również nastała niewesoła atmosfera, bo panowie wciąż oczekiwali na telefony od słuchaczy. Nie zadzwonił nikt. Ponieważ smutno było i nam i panom, postanowiłyśmy przerwać tę złą passę. Zadzwoniłyśmy wymyślając niezwykle barwną historię z naszego życia, dziękując prowadzącym za interesującą audycję. Panowie wyraźnie się ożywili i rozmawiali o naszym przypadku, a my puchłyśmy z dumy. Dziś nie mam zielonego pojęcia w jaki sposób moralnie ocenić tę sytuację, aczkolwiek było wesoło.

Powyżej wymienione przypadki to oczywiście tylko mały fragment naszych genialnych pomysłów, bo miałyśmy ich pełno. Mam nadzieję, że Wy też mieliście okazję powyczyniać wybitnie dziwne rzeczy z Waszym rodzeństwem. I że wcale a wcale tego nie żałujecie.





6 komentarzy:

  1. Ufff, wróciłaś! Już się obawiałam, że porzuciłaś swoją blogową działalność, a szkoda by było, bo zapowiada się fajnie:)

    OdpowiedzUsuń
  2. A dzięki, dzięki :) Czas mi ostatnio szybko leci i aż sama się zdziwiłam, że to już tyle czasu minęło :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ubawiłam się...i jednocześnie uspokoiłam, że nie tylko ja miałam takie dziwne pomysły ze swoim rodzeństwem :)

    OdpowiedzUsuń
  4. :) Oczywiście nie wszystkie opisałam, przecież to idzie w świat :))

    OdpowiedzUsuń
  5. Swietne historie :-) Chetnie poczytam wiecej ! Ja tez mam kilka podobnych, ale nie az tak zabawnych...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kejt! Po mojej reaktywacji chciałabym poczytać Twojego bloga, ale się zabunkrowałaś :D Help! :)

      Usuń