niedziela, 4 listopada 2012

Szoping? Dasz radę.


Pewnego dnia z przerażeniem stwierdzasz, że w Twoich spodniach pojawia się kolejna dziura, co burzy Ci misterną koncepcję jak siadać, by nie było tego widać. Na dodatek Twoja koszulka zmieniła kolor z zielonego na bliżej nieokreślony, a Twoimi najmodniejszymi butami wciąż są drewniaki z dziewięćdziesiątego siódmego. Jest mi naprawdę przykro, ale czas na zakupy.


Stairway to hell. 

 Nie znoszę zakupów z całego serca. Nie zrozumcie mnie źle, ja lubię posiadać dobra materialne. Ba, co tam lubię! Uwielbiam wręcz. Nie mam problemów, aby wydać ciężko zarobione pieniądze na kolejną zupełnie mi niepotrzebną rzecz. Niestety, ludzkość wymyśliła zbędny proces obecny pomiędzy myślą „Hej, mam całkiem pokaźną kolekcję podartych rajstop!”  a chwilą, kiedy nie jest Ci zimno w nogi.

Dzień dobry rajstopki, czemuż Was tak wiele?

Zaczyna się niewinnie. W zasadzie zaczyna się jak w bajce. Światła, kolory, wielkie powierzchnie, interesujące kompozycje. Wszystko to budzi naiwne przekonanie, że tym razem będzie fajnie. Oczyma wyobraźni widzisz siebie w idealnie skrojonej kurtce totalnie odzwierciedlającej Twoją niezwykłą osobowość i dającej światu do zrozumienia, że jesteś super gościem.

Otóż nie.

Trzy godziny później stoisz z siatą zbędnych dupereli kupionych tylko dlatego, żeby nie wyjść z pustymi rękami. Żadnej z zakupionych rzeczy co prawda nigdy  nie założysz, ale za to masz kilka praktycznych papierowych torebek, w których możesz przez dwa tygodnie wynosić z klasą śmieci. Resztką sił pokonujesz odległość dzielącą Cię od świata zewnętrznego i zastanawiasz się, co tym razem poszło nie tak. A poszło wiele. No to jedziemy.

1.   Sprzedawcy . Ich obecność nie sprowadza się tylko i wyłącznie do zeskanowania kodu i ograbienia Cię z resztek gotówki . Wbrew powszechnym opiniom, są po to, by Ci doradzić. Nie chcesz pomocy- powiedz to. Istnieje duża szansa, że pani pyta, czy odnaleźć Ci właściwy rozmiar spodni, bo taka jest polityka jej firmy, a nie dlatego, że Cię nienawidzi.  Pamiętaj, że osoby, które na "W czym mogę pomóc?"  odpowiadają klasycznym tekstem: „Proszę zmienić mi koło w samochodzie”, są  tak samo fajne jak setki wesołków, którzy w punktach poboru opłat na autostradzie zamawiają Big Maca z colą.


To ma sens. Oznajmiasz miłej Pani, że chcesz taki a taki paciaj do twarzy, siedzisz, a Pani obmalowywuje Cię z każdej strony. Jak pasuje- bierzesz, płacisz równowartość budżetu małego państwa i do widzenia. 

2.    Naucz się z grubsza, w czym wyglądasz sensownie. Odpowiedź „w spodniach” może być zbyt mało precyzyjna. Wiedząc, że ciepła zieleń upodabnia Cię do żaby, ale za to kurtka pilotka czyni z Ciebie króla osiedla, skrócisz czas poszukiwań.

Tak. To zdecydowanie jest trudne.


 3. Wiem, że to już było milion razy, ale weź to z raz do serca.  Nie kupuj rzeczy złej jakości. Taka oszczędność to równie dobry pomysł co polizanie szyny kolejowej na mrozie. To, że lepiej jest mieć mniej rzeczy, ale dobrze dopasowanych i porządnych, jest jednym z sensowniejszych banałów na świecie. Pal sześć sezonowe dodatki. Jeśli już musisz mieć baskinkę w kolorze fluo, to szkoda grubych milionów na inwestycję. Ale już czarna marynarka,którą włożysz zarówno na urodziny sąsiadki jak i wyprawę do mięsnego, niech Cię trzepnie po kieszeni. W przeciwnym wypadku możesz się zdziwić, kiedy okaże się, że po pierwszym praniu ubranie podrze się w sześciu miejscach. No chyba, że nie zamierzasz prać nabytku w ogóle, aczkolwiek radzę ponownie rozważyć tę możliwość.

I na koniec – jeśli już uda Ci się przetrwać, opracuj sobie system motywacyjny. Sam łup jest zbyt małym trofeum w stosunku do cierpień duszy i ciała, które dane Ci było przeżyć. Pamiętaj, że radość z dobrych zakupów objawia się (a objawi się na pewno) z dużym opóźnieniem. Po wszystkim idź więc na kręgle, zjedz pyzy, wypij trzy kawy i biegaj w kółko. Cokolwiek Cię uszczęśliwi.

Na ten przykład mnie uszczęśliwia zeżarcie płynnej czekolady. 

 Powodzenia. Czekam na relacje. Nie jesteś sam.

10 komentarzy:

  1. Problem z wydawaniem dużej laski na dobre jakościowo rzeczy zaczyna się wtedy gdy ciągle wierzysz że uda Ci się schudnąć i że to jeszcze nie jest ten właściwy rozmiar - więc szkoda Ci wydawać 200 zł na spodnie. Przecież za miesiąc już będą za duże!;-)) I potem chodzi się dwa lata w jednej parze, bo kolejny Big Mac powiedział - zjedz mnie;-) ps. Ciuchlandy są dobrym rozwiązaniem. Można dostać coś bardzo dobrego za przyzwoitą kaskę. O ile ma się cierpliwość, żeby grzebać, grzebać, grzebać... :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Big Maki to podstępne bydlęta, podobnie jak i kubełki KFC! Albo pizza, makaron, ciastka i frytki. Albo inne składniki zbilansowanej diety :) Co do ciuchlandów - to już zbyt wiele jak dla mnie, poddaję się na wstępie. Brrrrawo dla mnie za ducha walki!

      Usuń
    2. Pewnego razu podczas wysiadania z samochodu (w błotko-swoją drogą piękny szpagat) podarłam ostatnie dżinsy co za tym idzie zostałam zmuszona zakupić nowe. Leżąc w łóżku obliczałam budżet na nowy zakup co doprowadzało mnie do bólu głowy i palpitacji serca, ale jak mus to mus tak???Na nowe dżiny miałam przeznaczyć max 200 zł i ani grosza więcej...zaplanowałam trasę po CH pojechałam i nic nie kupiłam...wracając wstąpiłam do jednego jak wy to mówicie Ciuchlandów (ja zdecydowanie wolę nazwę Armani-Tani Armani)i razem z tłumem przesuwałam wieszak za wieszakiem i w rezultacie znalazłam 6 różnego rodzaju spodni z czego kupiłam 4 i zapłaciłam za nie całe 55 zł. I tak oto tym sposobem nabyłam dużoooo spodni i zaoszczędziłam 145 zł!!! Swoja drogą jak jest nowy towar ( w sensie dostawa) piękny widok jak ludzie wdzierają do sklepu , wywracają się, depczą po sobie tylko po to by jako pierwszy dopaść do swojego ulubionego działu po szmatę, która i tak po czasie odkłada bo co??bo to nie ten rozmiar :) Polecam Szmateksy!!! P.S. są też wyprzedaże :D

      Usuń
    3. Zazdroszczę umiejętności wypatrzenia czegoś fajnego. Ja mam z tym problem nawet w wielkich sklepach, gdzie wszystko wisi na manekinach, poza tym z każdą kolejną minutą mój level chęci zakupowej opada o szczebelek. I szybko osiąga wartość krytyczną :) Kup nam coś fajnego :D

      Usuń
  2. ostatnio chcialam kupić czapkę synkowi, była za gorsze więc myslę..a co tam, wezmę, za śmieszne pieniądze..ale czapki nie mam, bo "miła" pani kasjerka z zajebiście wściekła miną mówi- "nie mogę wbić kodu.dzwonić??!!!"(pytala czy dzwonić po pomoc wyższą która z pewnością wbije ten kod,ale przecież to będzie trwalo kilka minut)...kochana kobieta tak zaakcentowała to DZWONIĆ i dorzuciła do tego taką minę...że myśle sobie...a w d*** z tą czapką. aczkolwiek dopiero w domu pomyślałam...i zrozumiełam, że mogłam kazać jej dzwonić...a co na złość! przecież to jej praca!!!a nie moja wina, że kod mają zle wbity;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Między innymi dlatego też uwielbiam zakupy, ostatnio nie zdjęto mi klipsa z bluzki i zapipczałam radośnie na pół Plazy. Ale w tej sytuacji myślę, że lepiej stanąć twardo, skrzyżować ręce na piersiach i mówić "Dzwonić".O. :)

      Usuń
    2. nie czepiaj sie klipsów:) mozna zapomniec:) My mamy odpowiedzialnosc materialna 100%, więc jak ktoś nam coś ukradnie to musimy mu to zafundować, tym sposobem rzeczy które kosztują ponad 200 zł klipsowane sa w 2 miejscach+magiczna naklejka (taka jak na ksiazkach od angielskiego ;), a jeśli coś kosztuje ok 800 zł to klipsy sa zakladane w najdziwniejszych miejscach i jest ich tyle że same zapominamy gdzie moga byc :) to wszystko dlatego że nie stać nas na ubieranie złodziei, nasze bramki czesto pipcza z powodu naszego przeoczenia, ale ja wole jak klientka wroci z pipczaca siatka na kolejne ogledziny niz bulic co miesiac połowę pensji bo ktoś sobie zrobił tzw. zniżkę na 10 palców.

      Usuń
    3. Doskonale rozumiem, że przy megakolejkach może zdarzyć się zapomnieć i nie chowam urazy ;). Zwłaszcza, że zostałam bardzo miło przeproszona. Co nie zmienia faktu, że pipczenie na bramkach samo w sobie jest wstrętne i wciąż nie lubię zakupów. Pozdrawiam wszystkich kompetentnych sprzedawców, którzy ułatwiają mi przejście przez mękę :)

      Usuń
  3. To najlepszy wpis jaki ostatnio czytałam! Śmiałam się do łez :)

    OdpowiedzUsuń